Krótka historia o tym, jak ZUS niszczy ludzi


Zakład Ubezpieczeń Społecznych jako organ państwowy powinien działać na podstawie i w granicach prawa, stosując zasadę dwuinstancyjności postępowania i rozstrzygania wątpliwości na korzyść ubezpieczonego. Tyle w teorii. W praktyce, postępowanie ZUS nierzadko odbiega od zapisanych wzorców. Niewydolność finansowa systemu ubezpieczeń społecznych powoduje, że ZUS szuka oszczędności. Trudno się dziwić – z pustego to i Salomon  nie naleje. Szkoda tylko, że próby dopięcia budżetu odbywają się kosztem ubezpieczonych.

Gdzie jest wola, tam znajdzie się i paragraf

Do kwietnia 2019 r. życie Pani Magdaleny nie różniło się zbytnio od życia nas wszystkich. Pani Magdalena była mamą dwójki dzieci, prowadzącą własne przedsiębiorstwo. Można by rzec – kobieta spełniona. Wszystko zmieniło się, kiedy Pani Magdalena dostała decyzję z ZUS negującą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne. Tłumacząc z polskiego na nasze, Zakład Ubezpieczeń Społecznych stwierdził, że zadeklarowana przez Panią Magdalenę kwota na ubezpieczenie społeczne jest zbyt wysoka i że tak nie można. ZUS badawczo przyjrzał się składkom Pani Magdaleny i zaczął węszyć podstęp. Zgodnie z pokrętną logiką ZUS, można opłacać wysokie składki na ubezpieczenie chorobowe, ale broń Boże nie można pobierać zasiłku liczonego od tych składek. Co więcej, ZUS dostrzegł pewną niepokojącą prawidłowość polegającą na tym, że to kobiety rodzą dzieci i to one pobierają zasiłek macierzyński. Na podstawie tego ZUS wyprowadził wniosek, że kobietom prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą nie wolno płacić wysokich składek. Czemu? Bo później trzeba im wypłacać wysokie zasiłki, a to powoduje, że budżet się nie spina. Tym samym ZUS dostrzegł krótkowzroczność ustawodawcy, który dopuścił taką możliwość i postanowił na własną rękę naprawić błąd legislatora. A w związku z tym, że czas to pieniądz – to ZUS zadziałał szybko. Jeszcze przed uprawomocnieniem się decyzji kwestionującej wysokość składek, Zakład wydał kolejną decyzję nakładającą na ubezpieczoną obowiązek zwrotu rzekomo nienależnie pobranych świadczeń z tytułu zasiłku macierzyńskiego w kwocie 200 tysięcy wraz z odsetkami. Takie działanie jest oczywiście bezprawne – ZUS nie ma prawa do kwestionowania zadeklarowanej podstawy wymiaru składek przez ubezpieczoną, jeśli mieści się ona w granicach prawa. Ubezpieczona ma prawo nie zgodzić się z rozstrzygnięciem ZUS i wnieść stosowne odwołanie do Sądu. Zakład nie może zatem przed wydaniem prawomocnego wyroku przez Sąd żądać zwrotu pieniędzy, co do których toczy się spór. Niestety w przypadku Pani Magdaleny tak się stało. Kuriozum sytuacji przejawia się w tym, że ZUS, który powinien stać na straży prawa, w istocie zobowiązał ubezpieczoną do jego złamania. Zakład zakwestionował wysokość zadeklarowanych składek powołując się na przepis art. 18a ust. 1 ustawy systemowej, zgodnie z którym, w okresie pierwszych 24 miesięcy kalendarzowych od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej, podstawę wymiaru składek stanowi zadeklarowana kwota, nie niższa jednak niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia. Rzecz jednak w tym, że Pani Magdalena nie mogła skorzystać ze wskazanej regulacji, ponieważ w ramach swojej działalności świadczyła usługi na rzecz byłego pracodawcy, o czym mówi art. 18a ust. 2 pkt 2. Należy sobie zadać pytanie jak to możliwe, że ZUS nie zauważył wskazanego wyłączenia? Wystarczyło zerknąć kilka linijek niżej w przepis, aby zauważyć, że Pani Magdalena nie tylko nie działała w celu wyłudzenia świadczeń, ale swoim postępowaniem wypełniała dosłowne brzmienie przepisów. Tymczasem nie tylko ZUS, ale także Sądy mają problem ze stosowaniem prawa, przez co ślepo powielają stanowisko Zakładu. Z niewiadomych przyczyn, rozstrzygnięcia ZUS są traktowane w kategoriach dogmatu, przez co polskie sądy nie wchodzą z nimi w polemikę. Taki stan rzeczy powoduje, że ZUS czuje się organem, któremu nikt nie może patrzeć na ręce i kontrolować jego działalności. Utrzymanie takiego stanu rzeczy powoduje, że wszyscy bez wyjątku możemy kiedyś znaleźć się na miejscu Pani Magdaleny. A chyba nikt nie chciałby się dowiedzieć, że musi zwrócić nagle kwotę 200 tys. złotych.


Dziś po biurze projektowym nie ma śladu. Bohaterka naszego artykułu przeszła załamanie nerwowe i obecnie zmaga się z depresją, która uniemożliwia jej pracę twórczą.